<zdjecie: Zuzia, Baltyk>

Jak pewnie zauważyliście, blog, który prowadzę z Inés, moją hiszpańską koleżanką i współlokatorką poświęcamy nie tylko Włochom, włoskim zwyczajom, ale również piszemy o rzeczach nam bliskich.  Wypowiadanie się na temat Polski nie przychodzi mi łatwo, bo jest to rzecz, którą traktuję jako integralną część mnie.

Wyobraź więc sobie, co tu napisać o wątrobie, którą posiadasz w swoich wnętrzach, wiesz, że spełnia określone funkcje ale Bogiem a prawdą nie myślisz o niej często.

Łatwo też popaść w nadmiar ocierający się o egzaltację, gdyż znajomi z zagranicy podczas rozmów o Polsce dzielą się na dwa typy i zawsze zaskakują albo niewiedzą (W Polsce mówicie po angielsku?) albo jej nadmiarem (Tak, wiedzą kim jest Ewa Kopacz). Polska w wydaniu zagraniczym jest jak metaforyczna wątroba. Jej obecność dostrzegasz zazwyczaj, gdy daje o sobie znać. A właściwie jej brak.

….

-“Inés, wiesz, dziś 11 listopada,u nas ważne święto ”
-“Taak?”
-“Chcesz posłuchać? To Ci opowiem o Polsce!”
-“Of course!” (pl. oczywiście)
-“Zamknij oczy i wyobraź sobie, że widzisz,to, co ja.”
-“Ale ja nigdy…”
-“Ciii! Zamknij oczy i porusz wyobraźnię!”
-“Va be” (it. okej)

“Widzę
– miejsce, w którym dzień rozpoczyna się kubkiem ciepłej herbaty. Jeżeli masz szczęście przyrzadzonej przez kochanego tatę lub współlokatorki

– napięcie na twarzy czekających na pociąg ludzi. Już 5minut spóźnienia, a z ust leci para. Przyszła jesień

– salon jeżyckiego mieszkania, w którym pod discokulą było miejsce na tapczan, dwa fotele, zespół muzyków i talerz z kanapkami

– warzywniak, gdzie pani ekspedientka denerwuje się, gdy robię zakupy za 3.50 i daję grube banknoty (=10pln) zapobiegawczo dodając że nie mam drobnych

– miesjce, gdzie słowo garmażerka wywołuje dwuznaczne emocje

– widzę grono ambitnych znajomych, którzy w wolnym czasie uczą się języków, by móc wyjechać i odkryć, jak niedopasowane są puzzle krajów Europy

– widzę szeroką, piaszczystą plażę jednej z wiosek nad Baltykiem, gdzie spotykam typowego Sebę oraz Januszów, którzy zaryzykowali wakacje nad polskim morzem i zrezygnowani stoją w kolejce po lody xxl “Americano”

– widzę miejsce, gdzie zawsze praca wrze i nikt nie zastanawia się, dlaczego słońce tsk szybko zachodzi, za to każdy wie, ze o 17 lepiej być przy stole z talerzem ciepłej zupy

– widzę mamę, która w sobotni poranek wraca z targu z naręczem kwiatów i rabarbarem “Bo przecież muszę upiec coś na niedzielę”, a wszyscy wiemy, że ciasto i tak zniknie w sobotni wieczór

– widzę kawiarnię, gdzie można ukryć za grubą kotarą w kolorze intensywnej czerwieni, gdzie świętowałam swoją pierwszą zdaną sesję…”

-“Zuzia…”
-“Co?”
-“Miałaś rację, fajnie tam u Was”

Ale ja jeszcze nie skończyłam!

Advertisements