Witajcie w mojej bajce: zanurzycie się w świat magii, poznacie zapachy eliksirów, zobaczycie, jak wyglada wróżenie z fusów od kuchni, odkryjecie szybkie sposoby na zniknięcie z niekomfortowych konwersacji.

*Tutorial latania na miotle w przygotowywaniu

dsc_7360
zd. Zuzia

Wracam do domu po wakacjach. Wakacje były najlepsze na świecie. Pojęcie”najlepsze” oznacza że przez krótki okres w czasoprzestrzeni znalazłam się z daleka od rozumianej codzienności. Każdego dnia mogłam być w innym miejscu,  patrząc ma miasta oczami nieskażonymi potrzebami typu tanie ksero, warzywniak czy sklep papierniczy. Do małych przyjemności należało próbowanie kawy w zwiedzanych miastach: zrobiona w kawiarce w Grazie, na słonecznym placu w Zagrzebiu, gdzie szalona pani kelnerka zażartowała, ze Internet za jedną kawę, to nie można , na plaży w Rijece, gdzie jadlyśmy lody o smaku mydła (cytat: Zuzia) czy w chorwackiej kawiarni, gdzie wyciągnęłyśmy chleb i smarowałyśmy masłem orzechowym, a pan przy stoliku obok nie mógł powstrzymać zdziwionego spojrzenia.
Włoską kawę zostawilam na koniec, przez szacunek na jej smak wolałam przeznaczyć osobny akapit. Zaczęło się od szybkiego kursu zwrotów, w portowym Trieście kawą nazywa sie “capo in b”, co oznacza macchiato w szklance, błędnie kierując się wskazaniem, że mogłoby to oznaczać cappuccino, które w tamtym regionie zwie się caffe latte. Najpyszniej, najnowocześniej i najmodniej było tylko w Boskiej Italii.

dsc_6578
zd. Zuzia

W autobusie di Puli. Śniadanie było smaczne mimo lekkiego posmaku sztuczności, jaki gwarantuje opakowanie płatków owsianych w pudełku zalewanych gorącą wodą.

Nasz gospodarz zaraz po wstaniu zaparzył kawę. Nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia / do obudzenia oprócz filiżanki  wypitej w ciszy.

W autobusie. Muszę przyznać, że lekko mnie mdli. Czyżby to od prawie roztopionej czekolady? Kciuki stukające w ekran smarfona delikatnie lepkie od gorzkiej Terrawity kupionej w obskurnym markecie.

Widoki się skończyły. Szukam wzrokiem linii brzegowej, która wcześniej zachwyciła mnie i Zuzię. Nie widzę. Słońce przygrzewa.

Advertisements