*zdjęcie: Muzeum d’Orsay w Paryżu

Tekst jest inspirowany dniem 6 grudnia, a tytuł inspirowany jest tekstem. Zbieżność imion i wydarzeń przypadkowa.

Obudziłam się przed budzikiem, z niecierpliwości. Nasłuchiwałam.

Cisza hałasowała, a ja zrozumiałam, że Mikołaj jeszcze nie przyszedł.

Tata przyszedł mnie obudzić, a ja jeszcze przez chwilę udawałam, że śpię odkładając w nieskończoność wynurzenie się spod kołdry . Zmęczona wstawaniem westchnęłam, że jest bardzo wcześnie, a za oknem nic nie widać. Szukałam potwierdzenia w oczach taty, że przecież to dziś, to szóstego grudnia. Zrozumiałam, że Mikołaj jeszcze nie przyszedł.

Wsiedliśmy w pośpiechu do samochodu. Z zapałem czyściłam zaszronioną szybę. Kłębki pary przypomniały wydobywający się z ust dym papierosowy. Gdy skończyłam czyścić i dało sie dostrzec zarys budynków, okazało się, że dotarliśmy do szkoły. Zrozumiałam, że Mikołaj jeszcze nie przyszedł.

Na pierwszej lekcji nawet nauczycielka od matematyki, kobieta lat sześćdziesiąt o siwiejących oczach i przyblakłej czuprynie, spogladała z wytęsknieniem za okno. Basia siedząca obok nie przestawała się wiercić. “No weź już, uspokój się głupia. Co ty, za stare jesteśmy żeby się czymś takim przejmować.”, powiedziałam jej. Zawsze łatwiej pocieszyć innych niż siebie. Zrozumiałam, że Mikołaj jeszcze nie przyszedł.

Na przerwie stojąc w przypadkowej grupce usłyszałam jak Adam i Grzesiek zaproponowali skorzystanie z Internetu. Wybraliśmy ich na ochotników, bo cały proceder wymagał determinacji i odwagi. Sukces przedsięwzięcia zależał od łaskawego oka pani Ilonki, “Miss Biblioteki”, która musiała uwierzyć spoglądając w niewinne spojrzenia nasze, że szukamy informacji do szkolnego przedstawienia. Ze stresu związanego z wyczekiwaniem zaczęłam obgryzać paznkocie. Wiedziałam instynktownie, że nic nie znajdą, bo przecież gdyby przyszedł, to byłoby to wiadomo. Spojrzałam na korytarz. Basia dawno zapomniała, że coś miało się wydarzyć. Pozazdrościłam jej spokoju. Zrozumiałam, że Mikołaj jeszcze nie przyszedł.

Lekcje dłużyły się niemiłosiernie. Włączyłam tryb usypiający, a grzeczny uśmiech na twarzy pozwalał na bezpieczną wędrówkę w wyobraźni bez specjalnego zwracania uwagi nauczycieli. Kolorowe bombki wiszące ma szkolnej choince bezpardonowo odbijały emocje moich kompanów: Basi, która z nudów rysowała serduszka w zeszycie, Grześka wiercącego się na za małym dla niego krzesełku, Adama próbującego liczyć zadanie w rozgardiaszu ostatnich minut lekcji fizyki. Z zaskoczeniem dostrzegłam żółtą bombkę, a na niej mnie, zastygłą w oczekiwaniu. Zdumienie pojawiło się na mojej twarzy jak wypieki. Wtedy zrozumiałam, że nie chodzi o to, że Mikołaj jeszcze nie przyszedł.

Zrozumiałam.

Zrozumiałam, że

Zrozumiałam, że przyjdzie

Zrozumiałam, że przyjdzie, jak

Zrozumiałam, że przyjdzie, jak przestanę

Zrozumiałam,że przyjdzie, jak przestanę czekać.

Nie przestałam.

Advertisements