Strzepnęłam z siebie zmęczenie, poprawiłam nastrój i rozczesałam zmartwienia. Niełatwo przyszedł mi powrót do rzeczywistości, proszę wyciągnąć kartę pokładową usłyszałam. Zaczęłam grzebać w przepastnej torbie w poszukiwaniu paszportu,

 znajdując przy okazji wyrwaną ze ściennego kalendarza kartkę.

Nie potrafiłam sobie przypomnieć, dlaczego się tu znalazła. Pamiętałam natomiast, że wtedy jeszcze miałam dziewczęcy uśmiech i roześmiane oczy.

Pani w kapeluszu przede mną rozglądała się ze zniecierpliwieniem. Dedukowałam z jej spojrzenia, że czeka na kogoś, kto ewidentnie się spóźniał. Mnie to nie groziło; skierowałam się w stronę korytarza, nad którym widniał napis “Nothing to declare” i sprawnie przedarłam się przez tłum czekających na walizki podróżnych. Drzwi rozsunęły się automatycznie, a walizka płynnie przekroczyła próg hali lotniska. Świeże powietrze dostało się do płuc, poczułam też jak drobinki wiatru zawirowały na mojej skórze. Dobrze Cię widzieć. Ten głos.

Gorączkowo szukałam wyjścia, ale otwarty teren był pułapką, zanurkowałam więc głową do torebki. Wraz z chusteczkami znalazła się w mojej ręce tamta kartka z kalendarza.
Nie zastanawiając się długo, wrzuciłam ją do kosza. Żywy dowód tamtego dnia stał przede mną.

-Zuzia-

Advertisements