Cześć! Zapraszam na nowy tekst z cyklu #Porannik. W związku z faktem, że jestem w środku sesji, znajduję czas na Nieprzewidziane Sytuacje, takie jak potrzeba napisania czegoś. Miłej lektury!

. . . . . .

Zajrzałam do przeglądarki internetowej, żeby się upewnić, czy na pewno nie przyszła żadna nowa wiadomość. Było dla mnie jasne, że wpadłam jak śliwka w kompot. Tłumaczenie, że czekam na mail w sprawie pracy, że kuzynka miała podać tytuł filmu , że przecież nie można nie odpisać znajomym były wystarczające, żeby uspokoić ten cichy głosik w w tylnej części głowy mówiący “Zdecydowanie nie idź w tym kierunku“.

Wstałam od biurka, przeciągnęłam się, by rozprostować trochę mięśnie, spojrzałam przez okno. Grudniowy chłodny poranek nie pozostawiał złudzeń co do dalszego rozkładu dnia, za kilka godzin znowu miała nadejść ponura ciemność – ciemność  z tych, co wsiąka w ubranie, osadza się na czapkach, rękawiczkach i szalikach, mrozi policzki i pozbawia chęci konwersacji. Być może to ostatnie mogło być w moim przypadku użyteczne, siedemnasta już za cztery i pół godziny. Miałam na sobie czarną, wąską spódnicę, cienką bawełnianą bluzkę, a na to sweter z delikatnym dekoltem. Szczerze mówiąc nie byłam przekonana, czy był to odpowiedni zestaw na drugie spotkanie. Domi mówiła, że lepiej nie przesadzać z, jak to ona się wyraziła, ekspresywnością. Jakby nie patrzeć, pierwsze spotkanie wypadło pod znakiem czerwonej bluzki z dekoltem. Muszę pomyśleć… Hmmm,  co ja z nią zrobiłam? O kurczę, chyba została u Anki, ostatni weekend, tak, sobota, kolacja przy winku i inne takie. No nic, trudno, muszę do niej napisać.

Gośka, słyszysz mnie?”, no nie, znowu się zamyśliłam. Gabi w pokoju obok stała i nie mogła ze śmiechu, “wyglądasz jakbyś miała iść na pogrzeb, a nie na randkę“, dodała. “To nie jest randka, tylko spotkanie towarzyskie“, zripostowałam, odwróciłam głowę, b ukryć lekkie zażenowanie, koniec końców nie chciałam pokazać, że mi zależy. “No już, weź, bejbe, żartowałam, będzie dobrze“, dodała. Trzy, dwa, jeden. Włączyłam w głowie #WorkingMood: delikatny uśmiech, wyrażający gotowość do pomocy, skupienie w oczach i lekko rozluźnione ramiona. Codzienna praktyka czyni mistrza, jak mówi stare przysłowie, praktyka, która pozwala na doskonalenie sztuki wdziewania maski. Jakby nie patrzeć, wybór masek był dość duży, a  skoro i tak nie wiedziałam, czy bycie szczęśliwym polega właśnie na tym, wolałam zapobiegawczo wybrać maskę Optymistki.

-Z.-

Advertisements