Nie od dawna wiadomo, że Erasmus to jest wyznanie, jakiemu nie są w stanie stawić czoła wszyscy. Już nie jeden student wracał na łono rodziny z dziurawymi skarpetkami, bez grosza przy duszy i wspomnieniami, które przebiją “Kac Vegas”. Rodzina Cię nie rozumie, przyjaciele pozostali w kraju myślą, że o nich zapomniałeś, babcia pyta, czy nie brak ci rosołu, a ty się drapiesz po głowie w poszukiwaniu ostatnich miesięcy życia.  Panie i Panowie, oto więcej niż dziesięć powodów, dla których nie warto wyjeżdżać na Erasmusa. 

                                                                                   . . .

DSC_0068

1. Nawet o 7.00 rano musisz myśleć w obcym języku, szczególnie gdy zauważasz, że znowu zniknęła znaczna ilość Twojej pasty do zębów. Trzeba będzie pogadać z Carlosem kurczę.

2. Ludzie będą patrzeć na Ciebie dziwnie, gdy rano zaczniesz smażyć jajecznicę. Mogą w dodatku otwierać okna, wydawać charakterystyczne pomruki niezadowolenia lub wprost sugerować, że chyba pomyliłeś godziny obiadu.

3. Spotkasz się z kuchennym ostracyzmem przy kanapce z szynką i masłem.

4. Wielokrotnie usłyszysz pytanie “czy to normalne w twoim kraju” popijając herbatę do pizzy

5. Masz ciągłe nieodparte wrażenie, że czegoś nie rozumiesz.
*Po roku życia za granicą mogę dodać: tak, nie rozumiesz. Pogódź się z tym.

6. Śmianie się z żartów, z których zrozumiało się tylko pierwsze trzy słowa stanie się Twoją nową rzeczywistością

7. Odkryjesz, że proste i skuteczne rozwiązania celem oszczędności cennego studenckiego czasu nagle wyparowały: kebab za rogiem czy pizza u Grubego Benka (kto poznaniak, ten wie) świetnie sprawdzały się na polskiej ziemi, niestety za granicą trzeba jeszcze:
a.znać język
b. wiedzieć co zamówić żeby przypadkiem nie trafić na kawałek konia (#thathappened)

8. Zapomnij o zestawie ratunkowym z Żabki. Jeśli nie masz nawyku robienia zakupów przed wczesnymi godzinami nocnymi, może okazać się, że  w najlepszym razie czeka Cię przymusowa dieta, w najgorszym (przy jedzeniu na mieście) starczy Ci europejskich funduszy na tydzień życia

9. Skończysz z podejrzeniem o depresję, bo po tygodniowym rekonesansie nie znajdziesz w sklepie kapusty pekińskiej ani majonezu, a miałeś ochotę, żeby przyrządzić sobie sałatkę kebab.
*proszę się nie śmiać, jest to przypadek naoczny, a jeżeli bohater wyżej wspomnianej historii to czyta, serdecznie go pozdrawiam

10. Stwierdzisz, że tolerancja i otwartość na inne kultury to mit, bo będzie Cię denerwować, żeże Grecy czy Hiszpanie potrzebują tygodnia, by rozpracować podłączenie się do Internetu w akademiku albo że w przebieralnia z ubraniami znanej sieciówki jest zajęta nie tylko przez modną Włoszkę, ale i jej jeszcze modniejszego buldoga francuskiego, a  na końcu usłyszesz od znajomego  “południowcy są takimi pierdołami” (cyt. za kolegą)

11. Nie będzie Ci do śmiechu, gdy złapiesz przeziębienie, a na widok cen syropów porównywalnych z kosztem biletów na weekendowy trip do Barcelony  postanowisz wyleczyć się metodą “herbata, miód, cytryna”
I znowu spotkasz się z kulturowym ostracyzmem.

                                                                                       . . .

I wreszcie, wrócisz jak na skrzydłach do Polski, a rzucając plecak do bagażnika samochodu rodziców dodasz “wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Następnie pójdziesz na rosół do babci, skoczysz na zapiekankę  z kumplami, pogadasz z sąsiadem o ostatnich doniesieniach z płyt polskich stadionów i właściwie musiałabym zakończyć ten tekst podsumowaniem “żyłeś długo i szczęśliwie”, muszę jednak wyprowadzić Cię z błędu.
Zapomniałam o punkcie 12….

12. Po miesiącu w domu zaczniesz odczuwać duszności, ucisk w klatce piersiowej i łzawienie. Będziesz wymykać się do łazienki, by uronić łzę, oglądać po raz siódmy zdjęcia z domówki, na której prawie udało Ci się opowiedzieć żart po angielsku, a zapiekanka i kebab nie będą już tak Ci smakować.

Przykro mi to mówić, ale prawdopodobnie będziesz kolejną ofiarą Syndromu Poerasmusowego.

A nie mówiłam, że nie warto?


*zdjęcia: Zuzia

Advertisements